czwartek, 14 czerwca 2012

Kościostrup .

                                                                                        Poniedziałek, 13 września 5,30


   Był moment,że pomyślałem : ,,No tak. Jestem martwy. '' 
Wspomnienia tamtej nocy uparcie wracają, a ja nie przestaję się bać. Coć minęły dwa tygodnie, jestem przerażony jak nigdy dotąd. 

  A więc to sięjeszcze nie skończyło.
I coś mi mówi,że nigdy naprawdę sie nie skończy.
  Wczoraj wieczorem po raz pierwszy od całego zdarzenia spałem we własnym łóżku. Przyzwyczaiłem się już do przebudzeń w szpitalu, szurania pantofli pielęgniarki, suchego, kredowego zapachu jej skóry i łagodnego dotyku na ramieniu.
     -Doktor przyjdzie za chwilkę. Nie śpij. Dasz radę wstać ? Zrób to dla mnie Ryan.
 A dzisiaj nie było pielęgniarki, lekarza ani kredowego zapachu. O wpół do szóstej obudził mnie stukot porannego pociągu jadącego niespieszne przez miasteczko. Próbowało się ukryć w pierwszych promieniach słońca, śledziło ślepe uliczki, węszyło w poszukiwaniu ofiary.
 Tej myśli towarzyszył strach, ale i ulga, że wszystko wraca do normy-bo dla mojej pokręconej wyobraźni poczucie zagrożenia jest czymś najzupełniej zwyczajnym.
  A więc znalazłem się znów w moim domu w Dolinie Kościotrupów. 
 Zazwyczaj gdy budzi mnie poranny pociąg, wstaję i idę od razu do biurka, aby zacząć pisać, zanim reszta miasteczka się obudzi. Ale dzisiejszego ranka- kiedy już przezwyciężyłem  uczucie,że coś mnie obserwuje-nagle nabrałem chęci aby wyskoczyć z łóżka,wsiąść do pociągu i odjechać. Zdziwiłem się tym niespodziewanym pomysłem, no i nie było żadnych szans, żeby wprowadzić go w życie. Skąd w ogóle przyszedł mi do głowy ?
  Właśnie położyłem dziennik na podstawce pod telewizorem, siedzę oparty o poduszki i robię jedyną rzecz jaką mogę robić, a która zawsze poprawia mi humor. Piszę. Zaczynam relacjonować tamtą noc i wszystko, co nastąpiło później. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz