wtorek, 19 czerwca 2012

Rozdział 2. Tęsknię za słowami.

                                                                                               Poniedziałek, 13 września, 6,03
  Muszę robić przerwy. Pisanie wciąż sprawia mi ból. Fizyczny i emocjonalny-odnoszę wrażenie,że cały jestem połamany, na różne sposoby. Ale po dwóch tygodniach spędzonych w szpitalu,bez zeszytu,tęsknię za słowami.
  Miałem już wiele zeszytów,ale ten jest wyjątkowy. Z dwóch powodów. Przede wszystkim nie prowadzę go dla siebie. Piszę,żeby te notatki odnalazł i przeczytał ktoś inny. A poza tym mam dziwne przeczucie,że to będzie mój ostatni dziennik.
  Nazywam się Ryan. Wspominam o tym na wypadek, gdyby ktoś rzeczywiście znalazł te zapiski i chciał poznać imię autora. Mam piętnaście lat , więc niedługo zgodnie z Amerykańskimi przepisami mógłbym zrobić prawo jazdy ( ale po co prawko bez samochodu? ). Mam dosyć duże brązowe oczy. Podobno jestem wysoki, ale jeśli nie przybiorę na wadze w przyszłym roku nie zakwalifikuję się do szkolnej drużyny. No cóż, mam ogromną nadzieję,że nie przytyję.
  Wyobrażam sobie, jak wyglądałby tamten ranek, gdyby nie wypadek. Szykowałbym się do godzinnej podróży autobusem do szkoły. Miałbym tyle do powiedzenia Sarah. Ta spędzana z nią godzina nigdy nie była zmarnowanym czasem. Wiele nas łączyło i ratowaliśmy się nawzajem przed zwariowaniem z nudów w miasteczku zamieszkanym przez zaledwie osiem osób.
  Będzie mi brakować rozmów z Sarah. Ciekawe czy będę za nią tęsknić. Nie zdziwiłbym się gdyby mi zabronili pisać jej imię. Ale ja nie mogę się powstrzymać. Jestem  przecież pisarzem! Moi nauczyciele, rodzice a nawet Sarah twierdzą,że to jakaś obsesja. A jednocześnie mówią,że mam talent. Na przykład pani Garvey powiedziała kiedyś,że rozumiem słowa instynktownie, tak samo jak mały geniusz pianina rozumie nuty. Ale ja mam o wiele prostszą odpowiedź na pytanie dlaczego pisanie tak dobrze mi wychodzi, i pewnie prawdziwszą. Po prostu mnóstwo piszę od wielu lat. 
   Praktyka czyni mistrza ;)
  Najbardziej lubię książki tych, którzy przyznawali,że nie mogliby żyć bez pisania. John Steinbeck, Ernest Hemingway , Robert Frost- Ci goście uważali,że pisanie jest konieczne do życia jak woda i powietrze. Pisz albo giń. Nadal próbując pisać . Pasuje mi takie myślenie.
  Gdybym przekartkował wszystkie zeszyty, które dotąd zapełniłem znalazłbym opowiadania grozy i opisy  dziwnych wydarzeń w Dolinie Kościotrupów. Sam nie zupełnie rozumiem, czemu tak bardzo interesuje mnie strach,mogę tylko zacytować stare powiedzenie,że pisarz pisze o tym, co zna,a ja właśnie idę przez życie z dreszczem na plecach.
  Wcale nie uważam się za tchórza-bo nie znalazłbym się w owej sytuacji,gdybym był tchórzem- Ale owszem ,jestem facetem, który ma nerwy na wierzchu . Kiedy słyszę drapanie pod łóżkiem- albo je sobie tylko wyobrażam- godzinami gapię się w sufit i rozważam, co takiego pragnie się wydostać na wolność. Dla kogoś z bogatą wyobraźnią Dolina Kościotrupów to kiepskie miejsce na dorastanie.
  W ciągu ostatniego roku moje notatki uległy zmianie. Straszne historyjki i opisy wydarzeń w miasteczku stały się nie do odróżnienia. Już nie muszę niczego wymyślać,teraz kiedy mam coraz większą pewność,że moje miasteczko jest nawiedzone.
    To prawda..
     A prawda, jak się okazuje,może człowieka zabić.

  Nagle poczułem zmęczenie.Okropne zmęczenie. Chyba zrobię sobie przerwę. Ale wiem,że nie zdołam myśleć o niczym, innym.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz